20 July 2012

Benelux

Skoro już wróciłam z wycieczki, to mogę wreszcie powiedzieć gdzie byłam, prawda? Dokładnie tak jak w tytule postu - Benelux. Niby pięć dni, ale mogłam zobaczyć i pokochać tyle rzeczy! Bardzo żałuję, że musiałam wrócić do polskiej rzeczywistości. Sama się sobie dziwię, ale chętnie bym cofnęła czas i zobaczyła wszystko od nowa. 
Dzisiejszy post będzie bardzo długi i wyjątkowo obfity w komentarze pod zdjęciami. Nawet nie wiecie jak trudno było mi wybrać taką małą ilość fotografii z tych setek zrobionych. Jakoś zdecydowałam się na 21 i ustawiłam je w kolejności odwiedzanych miejsc. Tak zgrabnie je wybrałam, że nie widać tego deszczu, który lał przez 4 dni wycieczki :) Wycieczka i tak była wspaniała mimo beznadziejnej pogody. A teraz zapraszam do oglądania:

To miasto spodobało mi się najbardziej. Widok starej zabudowy Luksemburga to było coś naprawdę pięknego. Wąskie uliczki, wszędzie kamieniczki, klimat starego miasta. Z drugiej strony dzielnice w pełni nowoczesne. Szklane budynki, wszystko wyglądało na świeżo zbudowane, a ulice wyglądały na wymarłe. Pustki. Dopiero kiedy przeszliśmy na stare miasto, zobaczyliśmy te wszystkie tłumy z każdego zakątka świata. Najwięcej było Japończyków i Hindusów, którzy robili zdjęcia każdemu obiektowi na jaki natrafili. 


Tutaj nie mogłam się powstrzymać, bo uwielbiam witraże, a te były niesamowite. Znajdują się w katedrze NMP Luksemburskiej.


Brugia! To miasto też mnie oczarowało, a szczególnie wystawy sklepów z czekoladą i stare domy, kamieniczki, mosty. Jakim cudem to wszystko przetrwało i wygląda na nowe, gdy u nas nic się nie utrzymało przez zabory i wojny?


Sklepiki z belgijską czekoladą...mmm...wszystkiego można było spróbować i nacieszyć oczy kolorowymi opakowaniami. Zwariowałam przy tych puszkach w kształcie kamienic, zapachu słodkości i niesamowitych witryn. Zdecydowanie nie polecam takich miejsc dla czekoladoholików i tych z mocnym postanowieniem o schudnięciu.



Kupiłyśmy dla rodziny piękne pudełeczka z pralinami, czekoladowymi ciasteczkami, gigantyczne kolorowe, ręcznie robione lizaki. Ja muszę jeszcze spróbować czekoladek w kształcie ziaren kawy (i z aromatem kawowym...) oraz czekolady pitnej. Żeby nie było, że nie kupiłyśmy innej belgijskiej specjalności, to dla męskiej części rodziny jest oryginalne belgijskie piwo.


Sama Bruksela w ogóle nie przypadła mi do gustu, ale światła i restauracje w tych wąskich ulicach były kuszące. 

Minerały przed Pałacem Sprawiedliwości przy pomniku ognia pokoju. Nie spodziewałam się zobaczyć takich minerałowych rarytasów. Nasz polski kamień był niestety zwykłym okrągłym kamlotem, ale przynajmniej jest jakiś nasz ślad.


Kolumny tego klubu były powalające. Uwielbiam wzory ułożone z małych kafelków, więc nie mogłam sobie odpuścić takiej okazji do zrobienia zdjęcia.

Chyba tylko koty lubię bardziej niż zegary. Każdy, nawet najdziwniejszy jest dla mnie piękny. Te pochodzą głównie z wież ratuszy, ale mam też taki z wieży targowej i starej kamienicy.

Panorama Rotterdamu z Euromasztu. W zeszłym roku nie weszłam na wieżę Eiffla, dlatego teraz musiałam przełamać lęk i pojechać szklaną windą na samą górę (szczególnie, że Euromaszt jest dużo niższy niż słynna paryska wieża o całe 139 metrów!).

Rejs po kanałach holenderskich, a wokół stare wiatraki. Większość jest zamieszkana, a ludzie mają tam całkiem ładnie wszystko zagospodarowane. 

Najgorsze w całej wycieczce okazało się miniaturowe miasteczko Madurodam, czyli Holandia w miniaturze. Nie umywało się do francuskiej wersji i byłam bardzo zawiedziona. Wszystko było raczej przygotowane dla małych dzieci i z lekka bez gustu. Podobały mi się nieliczne obiekty. Częściej te przypadkowe, jak ta kawka jako gigantyczny miejski ptak.

Szlifiernia diamentów w Amsterdamie to był strzał w dziesiątkę. Wyjaśniono nam jak klasyfikuje się diamenty, szlifuje i wycenia. Kobiety mogły przymierzać diamentową biżuterię oraz kupić. Ja o mało co nie kupiłam zegarka (no tak...) z diamentem na godzinie 12, ale na szczęście zdążyłam wyjść na zewnątrz i ochłonąć. Niemniej nadal momentami żałuję, że nie mam go w Polsce. Już postanowiłam sobie wyjście do sklepów w celu kupienia tego właśnie "elementu garderoby".


Wszystkim, którzy dotrwali do tego momentu serdecznie gratuluję i dziękuję :)
Ja muszę się zabrać za BSBP, bo czeka mnie jeszcze jeden wyjazd przed 11 sierpnia i muszę zdążyć z wykonaniem wymyślonej biżuterii.

PS po powrocie czekała na mnie niespodzianka, gdyż wygrałam 3. nagrodę w Kreatywnym Kufrze za mój liściasty wisior! ^_^

7 comments:

  1. Miło mi było powędrować z Tobą po Leksemburgu - to rzeczywiście bardzo piękne miejsce. Uwielbiam taki klimat. W sklepiku z czekoladą, uklękłam na kolana i chyba jeszcze się nie podniosłam i nadal tam jestem! ;))
    Pozdrawiam!
    Dominika

    ReplyDelete
  2. Jak tam pięknie! Te kamieniczki, sklepiczki... :)

    ReplyDelete
  3. oj cudnie tam :) jak przyjemnie móc pooglądać takie piękne miejsca choćby tylko na zdjęciach :)) pozdrawiam :)

    ReplyDelete
  4. Przepiękne widoki! Kraje Beneluxu są niesamowite, ale ja nadal pozostaje fanką Skandynawii. :) Udanych wojaży! I gratuluje wygranej!

    ReplyDelete
  5. Zapraszam serdecznie na moje candy na www.zuzumama-handmade.blogspot.com

    ReplyDelete
  6. Anonymous3.8.12

    Oh, ale piękne rzeczy i miejsca I czekolada <3

    ReplyDelete
  7. świat jest piękny. Pozdrawiam.

    ReplyDelete

Każdy komentarz jest dla mnie ważny, więc bardzo dziękuję za to, że uczestniczycie w tworzeniu tego bloga i oceniacie moje prace.
Every comment matters for me so I want to say 'thank you' for participating in blog life and also create it.