26 August 2013

Alpes & Côte d'Azur part 2

Dzisiaj będę kontynuować moją opowieść o wycieczce. W tej części odwiedzam więcej miast, ale fotografie są raczej z tych, które wyjątkowo mnie urzekły lub spodobał mi się jakiś element. Widziałam, że poprzedni post przypadł Wam do gustu, więc mam nadzieję, że i tym razem przyjmiecie moją relację tak entuzjastycznie :)

So today I'm going to continue the story of my short travel. In that part I visit more cities buth the photos are rather from those more interesting. I saw that you liked my previous post and I just hope that you'll like also this one :)

Dzień 5
Już czytając program wycieczki ten dzień kręcił mnie najbardziej. Wizyta (kolejna już) w muzeum perfum Fragonard i możliwość zakupu (po całej wycieczce stwierdzam, że mogłabym prowadzić bloga kosmetycznego, bo obkupiłam się na tyle cudnych mydełek, balsamów i cieni, że miałabym co recenzować na długi czas), miasteczko na wzgórzu - Ez oraz Monaco z wieloma atrakcjami tego państewka.

I was excited for this day from the moment I've seen the plan of travel. The visit (again) in Fragonard - museum of perfume and a chance to buy the cosmetics (after my trip I came to conclusion that I can run a cosmetic blog cause I bought so many soaps, balms, eye shadows and I could make a review of them), little city at the hill - Eze and Monaco with many attraction of this state.
Schodząc ze wzgórza trafiłam do atelier pewnej monakijskiej artystki, która tworzy przepiękne mozaiki. Szczególnie zachwycił mnie ten niebieski blat. Podczas krótkiej rozmowy z samą artystką usłyszałam pytanie, które nurtowało mnie i jednocześnie bawiło: "Czy jesteście z Niemiec?" Hm...gdybym miała myśleć stereotypowo to uznałabym to za obrazę, ale bardziej zdziwiło mnie to, że pomyślała o Niemczech, a nie tak jak zwykle robili to cudzoziemcy - o Rosji. Język niemiecki raczej nie jest podobny do polskiego, a już na pewno nie w takim stopniu jak rosyjski.

Coming down the hill I found my way to an atelier of certain artist from Monaco. She creates beautiful mosaics. I was thrilled by this round blue tabletop. During our short conversation with the artist herself I heard a question that troubled me and amused at the same time: "Est-ce que vous êtes de l'Allemagne?". Well hm...if I think stereotypically I could take it as an offence but I was rather surprised that she thought about Germany, not Russia - cause many foreigners done it. German isn't similar to polish language and certainly not as much as russian.
Zejście jeszcze niżej wzgórza ukazało stragan z przyprawami i niesamowitą ilością herbat. Dobrze, że cena skutecznie odstraszała od zakupu, bo z moją słabością do kupowania przedziwnych smaków, pewnie wydałabym tam sporą ilość gotówki.
Po powrocie na parking do autokaru mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc porozglądałam się po okolicy. Kiedy kolejny Bentley minął skrzyżowanie doszłam do wniosku, że nawet mnie to już nie rusza. Na początku wyjazdu ludzie w autokarze (i ja również) ekscytowali się różnymi drogimi autami, które rzadko kiedy widać na polskich drogach. We Francji minęliśmy ich tyle, że stało się do już normalne. Mało kto zauważał już wściekle pomarańczowe porsche z limitowanej edycji, a wielkie jachty też zaczynały wyglądać tak samo. Nuda i tyle. I jak Ci bogacze mają się tam wyróżnić? :)

Descend further down the hill showed us a stall with some spices and lots of weird tea. I was happy that the price prevent the shopping because at my weakness to buy strange species of tea, I'd probably spend lot's of cash.
After our return back to the parking we had some time to look around. When another Bentley pass the crossing, I came to conclusion that it doesn't move me. At the beginnig of our trip people in the bus were excited with all the expensive cars that aren't seen at the polish roads. In France we saw so many of them that it became normal. Hardly anyone noticed wildly orange porsche from limited edition and the big yachts started to look the same. Boredom and so. And how rich people can stand out in this region? Difficult task :)
Po wjeździe do Monako przystanęliśmy na 40 minut, żeby wstąpić do egzotycznego ogrodu. Ilość i wielkość tych wszystkich kaktusów i sukulentów, które tak bardzo uwielbiam - porażała. Podobno aranżacja ogrodu i czas, który potrzebowały rośliny na osiągnięcie takich wymiarów wynosił 21 lat. Ja nie mam ani głowy, ani cierpliwości do kwiatów, ale uwielbiam na nie patrzeć. 

After entry to Monaco we stopped by the Exotic Garden. Amount and size of all those cactuses and succulents (which by the way I love so much) - it strucks. Apparently it took 21 years to arrange the garden and wait for the plants to grow. I'm not that patient but I really admire the beauty of them.
Muzeum Oceanografii w starej części Monako przyciąga tłumy turystów. Akwaria z pięknym rybami i konikami morskimi są niesamowite. Mogłam tylko chodzić od jednego do drugiego i wzdychać. Wszystko tam żyło i oszałamiało feerią barw. 
W drodze do wyjścia minęłam wielką szklaną misę / basenik z młodymi rekinami. Po umyciu rąk można było głaskać zwierzęta pod wodą. Mnie trochę to przeraziło, ale odważniejszych ode mnie było sporo. Wrażenie na pewno nie do zapomnienia.

The Oceanographic Museum in the old part of Monaco attracts hundreds of people. The aquariums with beauiful fishes and seahorses are amazing. I could just walk from the one to another and sigh. Everything was alive there and stupefied with blaze of colours.
On my way to exit I passed a huge glass bowl / little pool with young sharks. After washing your hands you could stroke the animals under the water. I was a little bit scared of it but there were many people (much braver than I am). The impression hard to forget.

Dzień 6
Spływ po kanionie Verdon na rowerze wodnym. Woda była lodowata, czysta o pięknej turkusowej barwie, a skały wyglądały majestatycznie. Był to bardzo przyjemnie spędzony czas. Później odwiedziliśmy małe miasteczko w niedalekim sąsiedztwie. I tu zaczyna się moja krótka kulinarna opowieść. Będąc na Lazurowym Wybrzeżu kupowałam spore ilości lodów, tłumacząc to wszystko upałem i że jakoś się trzeba od środka schłodzić. Objadałam się razem z mamą pysznymi sorbetami i nie tylko; mango, mandarynki, brzoskwinie, cytryny, malina-mięta-truskawka, malaga, passiflora, no i właśnie, nieszczęsne lawendowe lody. Nigdy, przenigdy nie jedzcie ich jeżeli nie macie potem czegoś neutralnego lub kwaśnego do popicia. Smakują dziwnie - bardzo słodko i naprawdę tak jakbym jadła lawendę. Jak ktoś nie lubi lawendy w znacznym stopniu - odradzam próbowania. 
Nie mam też za bardzo ochoty opowiadać o zatłoczonym Saint Tropez, bo na samą myśl o tym mieście mam ochotę wyjechać gdzieś gdzie jest mróz, a ludzie jeszcze nie dotarli. Nie mniej polecam gorąco spróbowanie lodów w lodziarni Barbarac - mnóstwo smaków, GIGANTYCZNE gałki i naprawdę dobre. Takich u Grycana nie zjecie.

Rafting the Verdon canyon in a water bike. The water was freezing but clear with a beautiful turqoise tone and the rocks looked majestatically. It was nicely spent time. Later we visited a small city in the vicinity. And that's how my short culinary story begins. Being on the French Riviera I bought large quantities of ice cream and I explained it to myself easily: "It's hot and I have to cool from the inside". Me and my mum ate some delicious sorbets and ice cream: mango, tangerine, peach, lemon, strawberry-mint-raspberry, malaga, passion fruit and unfortunate lavender ice cream. Never, ever eat them when you don't have something normal or sour to drink. They taste weird - very sweet and really like I ate lavender. If someone doesn't like lavender significantly - I don't recommend trying.
Nor do I want to talk too much about crowded Saint-Tropez because just thinking about the city makes me want to go somewhere where it's cold, and the people haven't reached yet. No less I strongly recommend to try ice cream at Barbarac - lots of flavors, GIANT scoops and delicious.

Dzień 7
Miasto Antibes słynie z (drogiego) targu i portu, który przyjmuje największe jachty. Mnie tam nie kręci, ale ta postać zrobiona za szklanych liter to coś bardzo w moim stylu. Nie uważam, że to miasteczko jest punktem obowiązkowym na Lazurowym Wybrzeżu.

Antibes is know for its (expensive) market and the harbor which accepts the biggest yachts. I wasn't crazy about it but I liked this figure made from glass letters. That's my thing. I don't think that this city is number one to visit at French Riviera.
Werona...matko jedyna! Nagroda dla tego kto odnajdzie na zdjęciu słynny posąg Julii. Weszłam w tłum i nie widziałam nic oprócz ludzi dookoła. Posąg i kłódki zobaczyłam dopiero po powrocie na zdjęciach.  Na szczęście z balkonem było łatwiej, bo znajdował się wyżej. Mnie, osobę którą tłumy płoszą i irytują, miejsca "kultu masowego" odstręczają. Na całej ulicy przy tym dziedzińcu kwitnie przemysł zarabiający grube pieniądze na zakochanych, którzy chcą mieć pamiątkę w stylu Romea i Julii. Mam szczerą nadzieję, że nie będę musiała tam wracać.

Verone...mother of God! I'll reward a person who will find the famous statue of Julia. I came into the crowds and I saw nothing except for people around me. I saw the statue and the padlocks at the photos after returning home. Luckily for me the super famous balcon hang higher so I could have a look on it. For me, person that hates the crowds, places of "mass cult" deter me. The whole street at the courtyard thrives beceause they earn a lot of money from lovers that came to Verone and want to have a little souvenir in Romeo's and Julia's style. I really hope that I won't visit this place again.
Dzień 8
Przedstawiam Wam  kolorową wyspę Burano - miejsce gdzie wytworne damy (i nie tylko) szaleją. Koronki! Kilometry koronek. Szaliki, wachlarze, maski, parasole i niesamowite suknie. Tam mogłabym zostać na dłuższy czas. Jestem maniaczką koronkowych ubrań. Niestety portfel pozwolił mi nabyć tylko śliczną ażurową maskę i czarny, koronkowy wachlarz. Moja mama jako wielbicielka szali, odpłynęła z wyspy z dwoma łupami.

I present to you the colorful island Burano - a place where chic ladies (and others) go crazy. Laces! Kilometres of lace. Scarfs, shawls, fans, masks, umbrellas and beautiful dresses. I could stay there longer. I'm a maniac of lacy garments. Unfortunately my wallet wasn't so crazy about it and let me buy just a pretty openwork mask and black, lacy fan. My mother - as a admirer od shawls - set sail from the island with two treasures.
Przyszedł czas na Wenecję. Ostatni punkt programu. Z tym miejscem rzecz ma się następująco: ładne kanały, gondole i duże ilości szkła murano przyciągają turystów. Na szczęście wielu z nich woli smażyć się na głównym placu lub na moście westchnień. Inne uliczki pozostają raczej puste i można nimi spokojnie chodzić. Im dalej od placu - tym mniejsze tłumy. I dobrze, bo można sobie spokojnie podziwiać architekturę i przeciskać się wąskim uliczkami.

So now it's time for Venice. The last big thing in a program. This place is as follows: pretty canals, gondolas and bug amounts of murano glass - they attract the people. Luckily many of the tourist prefer sun bath at San Marco Square or another famous places. Other streets aren't so occupy and they stay empty so we can walk at ease. The rule is simple: the further away from the square - the less people in sight. And well because we can admire the architecture and squeeze through the narrow streets.
Sklep z niesamowitą wystawą. Wszystko zrobione było z drobnych koralików i wyeksponowane kolorystycznie. W środku sklepiku wyroby były podobne tylko w innych kolorach. Ceny też jakoś nie zniechęcały, więc jeżeli się wybieracie do Wenecji: uliczka na środku największego mostu przecinającego wielki kanał i schodami w stronę głównego placu. Wątpię żeby ktoś minął taką wystawę :)

The shop with an amazing vitrine. Everything was made from seed beads and it was set by the colours. Inside there were another colours but the jewellery was similar. The prices weren't that high so if you want to visit Venice - better pay attention to this shop.

A tutaj taki mały gratis z oceanarium. Szkoda, że youtube tak bardzo niszczy jakość filmu, ale mam nadzieję, że jakieś ładniejsze rybki uda się Wam dostrzec :)

And here is a little extra from Oceanographic Museum. I hate youtube for destroying the quality of a film but I hope that you will be able to see some beautiful animals :)
   






11 comments:

  1. ale miałaś super wyjazd :) byłam w miejscach w dniach 5-7, a nocleg miałam w Antibes, cudowne miejsca, chętnie bym tam wróciła :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja też chętnie bym tam wróciła, ale raczej nie w sezonie letnim :)
      Mnie zachwyca klimat tantych miast i widok Alp za chmurami, który towarzyszy właściwie każdemu miejscu :)

      Delete
  2. niesamowicie zazdroszczę! :) oczywiście moją uwagę przyciągnęło zdjęcie z koralikową wystawą (szkoda, że takie małe :P ), ale pozostałe również urzekają, chętnie bym się wybrała w taka podróż :)) a propos koralików, to na candy zapraszam ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niestety miałam przy sobie dość słaby aparat, więc zdjęcia nie wyglądajà tak jak powinny.
      Na candy zawsze chętnie spojrzę :)

      Delete
  3. Nie mam pojęcia dlaczego, ale bardzo mnie zauroczyło zestawienie zdjęcia z motylem z tym z rybką. A jak do tego dodamy jeszcze powyższe herbaty, to wogle wychodzi kosmos! :) I jeszcze do mozaiki wzdychnę - mamooooo!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja tak miałam na wycieczce: tam motyl, tam rybka, tam herbatka, a wszystko okraszone smakiem przygody :D

      Delete
  4. po zdjęciach widac, że wypad był udany.
    byłam w paryskim Fragonardzie, bardzo mi ie podobało, wyszłam podobnie obkupiona.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Paryski wydawał mi się super, ale ten w Eze to bajka. Jasny, duże przestrzenie, więcej produktów i muzeum jest lepiej wyposażone. Polecam!

      Delete
  5. hihi jak powrót opłacony to można poszaleć,ja zawsze przekraczam limit zwłaszcza w sklepach z butami we Francji.I tak zawsze po powrocie do domu,uważam że dokonałam smętnych wyborów,bo mogłam jednak nie chytrzyć i to czy owo kupić.Wycieczka objazdowa fajna rzeczy,ale nigdy wtedy gdy atakują wściekłe tłumy,ja nawet w supermarkecie w sobotę przestaję myśleć a co dopiero pomiędzy takimi tłumami.Jeżdżę przed i po sezonie,taniej i luźniej.

    ReplyDelete
  6. Fantastycznie to opisałaś! i Już chciałabym być w Burano- uwielbiam koronki, i ta wenecka biżu....
    Pozdrawiam Cię i zapraszam na candy do 5 Pór...

    ReplyDelete
  7. Świetna fotorelacja. Z powodzeniem możesz reklamować wycieczki:p

    ReplyDelete

Każdy komentarz jest dla mnie ważny, więc bardzo dziękuję za to, że uczestniczycie w tworzeniu tego bloga i oceniacie moje prace.
Every comment matters for me so I want to say 'thank you' for participating in blog life and also create it.