28 August 2013

Autumn tears

Wstyd mi strasznie, ale nadal nie mam nic do pokazania z cernitu. Jutro mam w planach zrealizować jeden kolczykowy szkic, ale nic nie obiecuję :)
Dzisiejszy pierścień wykonałam z dwóch powodów. Po pierwsze trzeba rozruszać palce, bo od końca lipca nic nie szyłam, ani nie lepiłam. Po drugie, bo trwa jesienne wyzwanie w Kreatywnym Kufrze i miałam ochotę się zgłosić. "Ależ jesienne" pomyślicie! Jeżeli ktoś spodziewał się brązów i czerwieni to owszem są. Znikome ilości malutkich Toho i tych największych, które zupełnie mnie dziś zadziwiły. W  paczce razem wyglądają na miedziane, ale tak naprawdę są niebiesko-czerwone. Czy producent chce nas oszukać? Hm...Niemniej, pasowały do tego pięknego agatu. Pozostaje kwestia niebieskiego. Spójrzcie na dowolne jesienne zdjęcie na przykład na pinterest. Piękne jesienne kolory podbijają odcień nieba do pięknego intensywnego niebieskiego. Może nie każdemu będzie to pasowało, ale ja patrząc na ten pierścień widzę jesień. W sumie wszystko to kwestia skojarzeń.
Tu przykład podbicia koloru: pierwszy i drugi.

I feel really bad because I haven't made anything from cernit. Tomorrow I'm going to transform my sketch into new pair of earrings but I don't want to promise anything :)
Today's ring is very autumnal (for me of course). You know all the orange, red and brown stuff alone is boring but when you add some blue it always becomes more remarkable. Wait for autumn to come and look at the sky. It's so beautiful, isn't it? I want to experience autumn in Australia. Maybe one day...




26 August 2013

Alpes & Côte d'Azur part 2

Dzisiaj będę kontynuować moją opowieść o wycieczce. W tej części odwiedzam więcej miast, ale fotografie są raczej z tych, które wyjątkowo mnie urzekły lub spodobał mi się jakiś element. Widziałam, że poprzedni post przypadł Wam do gustu, więc mam nadzieję, że i tym razem przyjmiecie moją relację tak entuzjastycznie :)

So today I'm going to continue the story of my short travel. In that part I visit more cities buth the photos are rather from those more interesting. I saw that you liked my previous post and I just hope that you'll like also this one :)

Dzień 5
Już czytając program wycieczki ten dzień kręcił mnie najbardziej. Wizyta (kolejna już) w muzeum perfum Fragonard i możliwość zakupu (po całej wycieczce stwierdzam, że mogłabym prowadzić bloga kosmetycznego, bo obkupiłam się na tyle cudnych mydełek, balsamów i cieni, że miałabym co recenzować na długi czas), miasteczko na wzgórzu - Ez oraz Monaco z wieloma atrakcjami tego państewka.

I was excited for this day from the moment I've seen the plan of travel. The visit (again) in Fragonard - museum of perfume and a chance to buy the cosmetics (after my trip I came to conclusion that I can run a cosmetic blog cause I bought so many soaps, balms, eye shadows and I could make a review of them), little city at the hill - Eze and Monaco with many attraction of this state.
Schodząc ze wzgórza trafiłam do atelier pewnej monakijskiej artystki, która tworzy przepiękne mozaiki. Szczególnie zachwycił mnie ten niebieski blat. Podczas krótkiej rozmowy z samą artystką usłyszałam pytanie, które nurtowało mnie i jednocześnie bawiło: "Czy jesteście z Niemiec?" Hm...gdybym miała myśleć stereotypowo to uznałabym to za obrazę, ale bardziej zdziwiło mnie to, że pomyślała o Niemczech, a nie tak jak zwykle robili to cudzoziemcy - o Rosji. Język niemiecki raczej nie jest podobny do polskiego, a już na pewno nie w takim stopniu jak rosyjski.

Coming down the hill I found my way to an atelier of certain artist from Monaco. She creates beautiful mosaics. I was thrilled by this round blue tabletop. During our short conversation with the artist herself I heard a question that troubled me and amused at the same time: "Est-ce que vous êtes de l'Allemagne?". Well hm...if I think stereotypically I could take it as an offence but I was rather surprised that she thought about Germany, not Russia - cause many foreigners done it. German isn't similar to polish language and certainly not as much as russian.
Zejście jeszcze niżej wzgórza ukazało stragan z przyprawami i niesamowitą ilością herbat. Dobrze, że cena skutecznie odstraszała od zakupu, bo z moją słabością do kupowania przedziwnych smaków, pewnie wydałabym tam sporą ilość gotówki.
Po powrocie na parking do autokaru mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc porozglądałam się po okolicy. Kiedy kolejny Bentley minął skrzyżowanie doszłam do wniosku, że nawet mnie to już nie rusza. Na początku wyjazdu ludzie w autokarze (i ja również) ekscytowali się różnymi drogimi autami, które rzadko kiedy widać na polskich drogach. We Francji minęliśmy ich tyle, że stało się do już normalne. Mało kto zauważał już wściekle pomarańczowe porsche z limitowanej edycji, a wielkie jachty też zaczynały wyglądać tak samo. Nuda i tyle. I jak Ci bogacze mają się tam wyróżnić? :)

Descend further down the hill showed us a stall with some spices and lots of weird tea. I was happy that the price prevent the shopping because at my weakness to buy strange species of tea, I'd probably spend lot's of cash.
After our return back to the parking we had some time to look around. When another Bentley pass the crossing, I came to conclusion that it doesn't move me. At the beginnig of our trip people in the bus were excited with all the expensive cars that aren't seen at the polish roads. In France we saw so many of them that it became normal. Hardly anyone noticed wildly orange porsche from limited edition and the big yachts started to look the same. Boredom and so. And how rich people can stand out in this region? Difficult task :)
Po wjeździe do Monako przystanęliśmy na 40 minut, żeby wstąpić do egzotycznego ogrodu. Ilość i wielkość tych wszystkich kaktusów i sukulentów, które tak bardzo uwielbiam - porażała. Podobno aranżacja ogrodu i czas, który potrzebowały rośliny na osiągnięcie takich wymiarów wynosił 21 lat. Ja nie mam ani głowy, ani cierpliwości do kwiatów, ale uwielbiam na nie patrzeć. 

After entry to Monaco we stopped by the Exotic Garden. Amount and size of all those cactuses and succulents (which by the way I love so much) - it strucks. Apparently it took 21 years to arrange the garden and wait for the plants to grow. I'm not that patient but I really admire the beauty of them.
Muzeum Oceanografii w starej części Monako przyciąga tłumy turystów. Akwaria z pięknym rybami i konikami morskimi są niesamowite. Mogłam tylko chodzić od jednego do drugiego i wzdychać. Wszystko tam żyło i oszałamiało feerią barw. 
W drodze do wyjścia minęłam wielką szklaną misę / basenik z młodymi rekinami. Po umyciu rąk można było głaskać zwierzęta pod wodą. Mnie trochę to przeraziło, ale odważniejszych ode mnie było sporo. Wrażenie na pewno nie do zapomnienia.

The Oceanographic Museum in the old part of Monaco attracts hundreds of people. The aquariums with beauiful fishes and seahorses are amazing. I could just walk from the one to another and sigh. Everything was alive there and stupefied with blaze of colours.
On my way to exit I passed a huge glass bowl / little pool with young sharks. After washing your hands you could stroke the animals under the water. I was a little bit scared of it but there were many people (much braver than I am). The impression hard to forget.

Dzień 6
Spływ po kanionie Verdon na rowerze wodnym. Woda była lodowata, czysta o pięknej turkusowej barwie, a skały wyglądały majestatycznie. Był to bardzo przyjemnie spędzony czas. Później odwiedziliśmy małe miasteczko w niedalekim sąsiedztwie. I tu zaczyna się moja krótka kulinarna opowieść. Będąc na Lazurowym Wybrzeżu kupowałam spore ilości lodów, tłumacząc to wszystko upałem i że jakoś się trzeba od środka schłodzić. Objadałam się razem z mamą pysznymi sorbetami i nie tylko; mango, mandarynki, brzoskwinie, cytryny, malina-mięta-truskawka, malaga, passiflora, no i właśnie, nieszczęsne lawendowe lody. Nigdy, przenigdy nie jedzcie ich jeżeli nie macie potem czegoś neutralnego lub kwaśnego do popicia. Smakują dziwnie - bardzo słodko i naprawdę tak jakbym jadła lawendę. Jak ktoś nie lubi lawendy w znacznym stopniu - odradzam próbowania. 
Nie mam też za bardzo ochoty opowiadać o zatłoczonym Saint Tropez, bo na samą myśl o tym mieście mam ochotę wyjechać gdzieś gdzie jest mróz, a ludzie jeszcze nie dotarli. Nie mniej polecam gorąco spróbowanie lodów w lodziarni Barbarac - mnóstwo smaków, GIGANTYCZNE gałki i naprawdę dobre. Takich u Grycana nie zjecie.

Rafting the Verdon canyon in a water bike. The water was freezing but clear with a beautiful turqoise tone and the rocks looked majestatically. It was nicely spent time. Later we visited a small city in the vicinity. And that's how my short culinary story begins. Being on the French Riviera I bought large quantities of ice cream and I explained it to myself easily: "It's hot and I have to cool from the inside". Me and my mum ate some delicious sorbets and ice cream: mango, tangerine, peach, lemon, strawberry-mint-raspberry, malaga, passion fruit and unfortunate lavender ice cream. Never, ever eat them when you don't have something normal or sour to drink. They taste weird - very sweet and really like I ate lavender. If someone doesn't like lavender significantly - I don't recommend trying.
Nor do I want to talk too much about crowded Saint-Tropez because just thinking about the city makes me want to go somewhere where it's cold, and the people haven't reached yet. No less I strongly recommend to try ice cream at Barbarac - lots of flavors, GIANT scoops and delicious.

Dzień 7
Miasto Antibes słynie z (drogiego) targu i portu, który przyjmuje największe jachty. Mnie tam nie kręci, ale ta postać zrobiona za szklanych liter to coś bardzo w moim stylu. Nie uważam, że to miasteczko jest punktem obowiązkowym na Lazurowym Wybrzeżu.

Antibes is know for its (expensive) market and the harbor which accepts the biggest yachts. I wasn't crazy about it but I liked this figure made from glass letters. That's my thing. I don't think that this city is number one to visit at French Riviera.
Werona...matko jedyna! Nagroda dla tego kto odnajdzie na zdjęciu słynny posąg Julii. Weszłam w tłum i nie widziałam nic oprócz ludzi dookoła. Posąg i kłódki zobaczyłam dopiero po powrocie na zdjęciach.  Na szczęście z balkonem było łatwiej, bo znajdował się wyżej. Mnie, osobę którą tłumy płoszą i irytują, miejsca "kultu masowego" odstręczają. Na całej ulicy przy tym dziedzińcu kwitnie przemysł zarabiający grube pieniądze na zakochanych, którzy chcą mieć pamiątkę w stylu Romea i Julii. Mam szczerą nadzieję, że nie będę musiała tam wracać.

Verone...mother of God! I'll reward a person who will find the famous statue of Julia. I came into the crowds and I saw nothing except for people around me. I saw the statue and the padlocks at the photos after returning home. Luckily for me the super famous balcon hang higher so I could have a look on it. For me, person that hates the crowds, places of "mass cult" deter me. The whole street at the courtyard thrives beceause they earn a lot of money from lovers that came to Verone and want to have a little souvenir in Romeo's and Julia's style. I really hope that I won't visit this place again.
Dzień 8
Przedstawiam Wam  kolorową wyspę Burano - miejsce gdzie wytworne damy (i nie tylko) szaleją. Koronki! Kilometry koronek. Szaliki, wachlarze, maski, parasole i niesamowite suknie. Tam mogłabym zostać na dłuższy czas. Jestem maniaczką koronkowych ubrań. Niestety portfel pozwolił mi nabyć tylko śliczną ażurową maskę i czarny, koronkowy wachlarz. Moja mama jako wielbicielka szali, odpłynęła z wyspy z dwoma łupami.

I present to you the colorful island Burano - a place where chic ladies (and others) go crazy. Laces! Kilometres of lace. Scarfs, shawls, fans, masks, umbrellas and beautiful dresses. I could stay there longer. I'm a maniac of lacy garments. Unfortunately my wallet wasn't so crazy about it and let me buy just a pretty openwork mask and black, lacy fan. My mother - as a admirer od shawls - set sail from the island with two treasures.
Przyszedł czas na Wenecję. Ostatni punkt programu. Z tym miejscem rzecz ma się następująco: ładne kanały, gondole i duże ilości szkła murano przyciągają turystów. Na szczęście wielu z nich woli smażyć się na głównym placu lub na moście westchnień. Inne uliczki pozostają raczej puste i można nimi spokojnie chodzić. Im dalej od placu - tym mniejsze tłumy. I dobrze, bo można sobie spokojnie podziwiać architekturę i przeciskać się wąskim uliczkami.

So now it's time for Venice. The last big thing in a program. This place is as follows: pretty canals, gondolas and bug amounts of murano glass - they attract the people. Luckily many of the tourist prefer sun bath at San Marco Square or another famous places. Other streets aren't so occupy and they stay empty so we can walk at ease. The rule is simple: the further away from the square - the less people in sight. And well because we can admire the architecture and squeeze through the narrow streets.
Sklep z niesamowitą wystawą. Wszystko zrobione było z drobnych koralików i wyeksponowane kolorystycznie. W środku sklepiku wyroby były podobne tylko w innych kolorach. Ceny też jakoś nie zniechęcały, więc jeżeli się wybieracie do Wenecji: uliczka na środku największego mostu przecinającego wielki kanał i schodami w stronę głównego placu. Wątpię żeby ktoś minął taką wystawę :)

The shop with an amazing vitrine. Everything was made from seed beads and it was set by the colours. Inside there were another colours but the jewellery was similar. The prices weren't that high so if you want to visit Venice - better pay attention to this shop.

A tutaj taki mały gratis z oceanarium. Szkoda, że youtube tak bardzo niszczy jakość filmu, ale mam nadzieję, że jakieś ładniejsze rybki uda się Wam dostrzec :)

And here is a little extra from Oceanographic Museum. I hate youtube for destroying the quality of a film but I hope that you will be able to see some beautiful animals :)
   






21 August 2013

Alpes & Côte d'Azur part 1

Wróciłam z wycieczki. Nie powiem, że z niechęcią, bo dobrze jest być w domu, ale gdy moja kochana Bydgoszcz wita mnie deszczem kolejny dzień...zdecydowanie wolę wściekłe poranne słońce nad Morzem Śródziemnym. No właśnie! A gdzie ja byłam? W Szwajcarii, Francji, Monako i we Włoszech, ale dziś tylko dwa pierwsze. Kiedy już wybrałam zdjęcia do pokazania na bloga, okazało się że 25 to chyba za dużo jak na jeden post. Dziś część pierwsza, więc zaczynajmy!

I came back from my trip. I can't say that with no pleasure because it's really good to be home but when in my lovely Bydgoszczy it's raining instead of nice welcome...I prefer furious morning sun on the Mediterranean. Oh right! Where was I? In Switzerland, France, Monaco and Italy but today there will be just two of them. When I finally chose photos for a new post, it came out that I have 25 and I think that's to much for one post. So today, part one, let's start!

Dzień 1
Już pierwszego dnia czekała nas niespodzianka - nadprogramowe zwiedzanie Genewy. Naprawdę piękne miasto. Akurat tego dnia odbywał się festyn, więc ludzi w mieście było pełno. Jak przystało na wielbicielkę wszelkich zegarków, chciałam wejść tu i tam - przecież to Szwajcaria! Pewnie, proszę bardzo, ale przecież nie w niedzielę, bo wszystko jest wtedy pozamykane. Musiały mi wystarczyć same witryny :)
Kraj jest znany z dużej ilości fontann, pięknych fasad budynków i zróżnicowania językowego. Na moje szczęście byliśmy w części francuskiej, więc zamówienie lodów nie wymagało ode mnie wielkich umiejętności. Obiecałam sobie, że angielskiego będę używała ostatecznie. To swój francuski miałam sprawdzić. 

First we had a nice surprise - additional sightseeing of Geneva. Truly nice city. There was a festival that day, so you can image those crowds. As befits an admirer of any watches, I wanted to go here and there - after all it was Switzerland! Yeah sure but not on Sunday because everything was closed. I could just watch the shopwindows :)
The whole country is known for its fountains, beautiful facades of buildings and diversity of languages. Luckily for me we were at french part of Switzerland, so ordering ice cream wasn't a problem. I promised myself (before I left Poland) that I won't be using english. I had to practice and try out my french.
Dzień 2
Następnego dnia uzupełniłam poziom adrenaliny na bardzo długi czas. Wjazd wagonikiem pełnym ludzi na wysokość 3842 m miał swoje momenty grozy. Widoki były niesamowite.
Po zjeździe na dół do Chamonix, cieszyłam oczy naprawdę ładnymi budynkami i dużą ilością kwiatów. Odwiedziłam też niesamowitą mydlarnię, w której mydła nadawały się moim zdaniem bardziej do zjedzenia, bo pachniały obłędnie. Wyszłam z czterema rodzajami i nadal nie wiem, który zostawić dla siebie. 

Next day I supplemented my annual adrenaline. The ride in a glass rollercoaster full of people to the height of 3842 meters had some moments of terror. The scenery was incredible.
After downhill ride to Chamonix I was staring at all pretty buildings and flowers. I visited amazing soap shop where the soaps were more like cakes and fruits and their smell was insane. I left the shop with four types of soap and I still don't know which one I should leave for myself.
Wieczorem odwiedziliśmy Annecy, które nazywane jest francuską Wenecją. Cóż, zdecydowanie nie bez powodu. W tym wyjeździe urzekło mnie szczególnie to, że miasta we Francji starają się wykorzystać każdą przestrzeń na kompozycje kwiatowe. Żadne rondo nie było puste. Klimat pozwalał też na zadziwiające ilości oleandrów nawet przy autostradzie.

In the evening we visited Annecy which is called french Venice. Well I'm sure that's a good name. During this trip I was absolutely amazed by flowers. French cities are trying to fill every empty space with trees and flower arrangements. No traffic circle was empty. The climate allows to grow thousands of oleanders, even by the autoroute!
Ludzie tutaj są zupełnie inni. Ogromne ilości mieszkańców wychynęły wieczorkiem nad jezioro i do parków dookoła niego. W sumie gdybym ja miała tak piękne jezioro w centrum miasta to też bym przychodziła. Kolor wody jest przepiękny. Z całej mojej wyprawy to właśnie Annecy wywarło na mnie tak pozytywne wrażenie. Polecam, jeżeli wybieracie się na południe Francji!

People are different here. Massive amounts of citizens came in the evening by the lake and the parc around it. Well if I would have such a beautiful lake in the city center I also came to sit there. Oh and the colour of the water is lovely. Throughout of my trip I remember Annecy as the most beautiful. I'll recommend it if you want to see the Southern France.

Dzień 3
W Grenoble kolejny raz wjechałam kapsułą nad miastem, żeby zobaczyć panoramę. Miasto jest dość nowoczesne, ale jak dla mnie zbyt ponure. Ot takie akademickie. Bardzo jednak spodobał mi się ten witraż w jednym z kościołów. Mam słabość do wszelkich witraży, a ten mimo braku kolorów bardzo mnie zaintrygował.

In Grenoble once again I drove to the top of the city in a capsule just to see the panorama. This city is quite modern but for me it's too sad and grim. I really liked a stained glass in a church. It's intriguing.

Dzień 4
Poprzedniego dnia dojechaliśmy do hotelu w Marsylii. Przewodniczka przestrzegła nas po sto razy, żeby wieczorem za nic w świecie nie wychodzić po za teren obiektu. Podobno trafiliśmy do najniebezpieczniejszego miasta we Francji. Fakt, dzielnica nie sprawiała dobrego wrażenia, a bramie przy naszym hotelu brakowało tylko drutu kolczastego, taki był obudowany i wysoki. Patio też wyglądało z lekka jak spacerniak. Następnego dnia po wjeździe do centrum miasta na każdego patrzyłam jak na potencjalnego mordercę. Byliśmy tam jednak wcześnie rano, więc za dużego ruchu nie było.

The day before we arrived to Marseille. The guide told us billion times not to leave the area of our hotel. Apparently we were at the most dangerous city in the whole France. Yeah, the district wasn't pleasant and the gate of our hotel was missing just a barbed wire because it was so high. The patio was looking a little bit like a prison exercise yard. Next day after arriving to the center I looked at every person as if they were potential murderers...
Katedra Notre Dame de la Garde z zewnątrz wyglądała jak tort, jednak to wewnętrzne zdobienia robiły wrażenie. Styl bizantyjski na sklepieniu, a ściany uginały się od obrazków w tylu marynarskim. Katedra położona jest na wzgórzu, więc dookoła roztacza się widok na zatokę i całe miasto. Niestety i tak było za późno na odbudowanie wizerunku, który zaserwowała nam pani przewodnik :)

The Cathedral Notre Dame de la Garde outside looked like a cake but it's interior decorating that made impression. Byzantine style at the vault and the walls were of sailor images. The cathedral is located on the hill, so all around you can see all the city and the bay. Unfortunately it was too late for Marseille to restore the image featured by our guide.
Dzisiaj zakończę widoczkiem Nicei. Miałam okazję być tam po zapaleniu świateł na wieczór. No cóż, jest ładnie, ale nie polecam jedzenia kolacji w restauracjach po godzinie 21.00. Kolejki są takie, że głowa mała. Zastanawiało mnie dlaczego niektórzy chcieli stać ponad godzinę, zamiast kupić coś wcześniej w barze. 
Na dziś to wszystko, ale za kilka dni część druga relacji, a w tym filmik z oceanarium. Pozdrawiam!

Today's last picture from Nice. I had opportunity to see the city when the lights were turned on. Well it was quite a pretty view but I really don't recommend eating a supper in a restaurant after 21.00. The queue are terribly long! I was wondering why people want to wait about an hour instead of buying something in a shop or a buffet.
That's it for today but in a few days there will be another post with a short film of aquarium. 





14 August 2013

Emerald chain

Wreszcie odważyłam się zrobić naszyjnik z koralików. Zwykle tego unikałam, bo bałam się, że zabraknie mi Toho. Tym razem użyłam tak jak w poprzednim poście twisted tubular herringbone ze strony e-tutorial. Jest to tak przyjemnie proste, że pewnie za jakiś czas zrobię taki dla siebie. Ach...no właśnie, bo ten moja mama przygarnie na imieniny. 
Piszę ten post w piątek 9 sierpnia i nadal czekam na wyjazd na wycieczkę. Spodziewam się, że dzisiaj - w środę powinnam znaleźć się w okolicach Marsylii. Czy ktoś z Was miał już przyjemność odwiedzić to miasto?

Finally I've managed to do beading necklace. I used to avoid this form because I've been always afraid of running out of Toho. This time (as in latest post) I've used tutorial: twisted tubular herringbone. It's so easy and pleasant! I'm going to make another one for me. Oh...well this one is for my mother's name day.
I'm writing this post on Friday 9th of August and I'm still waiting for my journey. I suppose that today (Wednesday) I'll be visiting Marseille. Has anyone of you been there? How was it?





11 August 2013

Mint & raspberry ice cream

Skoro już jestem taka "odważna" to zrobiłam kolejną bransoletkę. Proszę nie krzyczcie na mnie! Monotonia skończy się w środę. Już nie zobaczycie bransoletki :)
Jeżeli czytacie ten post to znaczy, że ja właśnie w tej chwili przebywam w okolicach kanionu lub Chamonix. Nie będę przedłużać, bo i tak nie mogę chwilowo powiedzieć jak tam jest. Obszerny post o tej podróży pojawi się zapewne chwilę po moim powrocie. Trzymajcie się!

Yeah I've made another bracelet - I'm that brave. Please don't shout at me! I promise that on Wednesday this monotony will be over. There won't be any bracelets :)
While you're reading this post I am probably somewhere near a canyon or Chamonix. I won't extend this whole writing cause I can't tell you yet how is my trip like. When I come back I'll make a summation of my little voyage. Take care!  


7 August 2013

Stars in the sky

Mówiłam ostatnio, że skoro już wiem co i jak, to niedługo pojawi się wężowa bransoletka w normalniejszych kolorach. Tak oto powstała ta z koralików Toho. Te piękne ciemne dostałam przy okazji mojego pierwszego Bead Soup Blog Party i pamiętam jak wtedy się załamałam, bo nie wiedziałam do czego można wykorzystać takie drobne koraliki :)
Obserwuję dużo blogów "koralikowych" i za każdym razem podziwiam dokładność z jaką robione są wszystkie prace. Rozumiem już, że wcale nie jest trudno siedzieć i szydełkować, ale za to nawlec koraliki w odpowiedniej sekwencji - bez pomyłek. I tu pytanie do Was biżuteryjek - ile razy kot (lub inny ulubieniec) doprowadził Was do białej gorączki podczas pracy? Podczas robienia tej bransoletki miałam tyle kłopotów z okiełznaniem zwierzaków...a to supeł, a to oba koteczki zajęły całe biurko. Jakim cudem ja jeszcze je lubię?
I've told you some time ago that now when I know how to make a snake beading bracelet, I would do one in "normal" colours. So there you have a Toho bracelet. I've got those beautiful dark beads at my first Bead Soup Blog Party and I remember my dissatisfaction because that time I really didn't how can you such tiny pieces :)
I follow many "beading" blogs and every time I'm amazed by precisionof your works. And of course I can understand that crochet isn't as hard as I thought but passing all the beads in a right sequence...that's a terrible job that has to be done every time. 



3 August 2013

Summer breeze

Zaczął się sierpień i pewnie wszyscy zdążyli już odczuć upały. A ja jakby tego było mało w następną sobotę wyjeżdżam na wycieczkę do miejsca gdzie słońce raczej nie będzie litościwe. Może to głupota, ale nadal się z tego cieszę. Właśnie z powodu temperatur nie miałam sił bawić się cernitem, a jedynie nawlekać koralik za koralikiem, co poskutkowało dwiema bransoletkami i naszyjnikiem (zapewne pokażą się w ciągu najbliższych dwóch tygodni). Spożytkowałam za to lipiec na przeczytanie mnóstwa książek i nadal mam jeszcze dużo do doczytania :)
Interesuje mnie bardzo jak moi czytelnicy spędzają swoje urlopy, wakacje i może macie jakieś porady jak przetrwać upał, jednocześnie robiąc coś ciekawego? Podzielcie się swoimi pomysłami w komentarzach. Pozdrawiam Was serdecznie!
So there we go...August came three days ago and here in Poland everyone is dying from the heat. If that was not enough I'm about to leave next Saturday...yeah in a place when sun has no mercy. Maybe this is stupid but I'm still happy about it. Oh and because of the temperatures I haven't had enough energy to create cernit jewellery. I could only slip one bead after another and that "work" has resulted in two bracelets and one necklace (you'll probably see them in the next two months). I've spent my time and the heat in one possible way - reading books, actually plenty of them :)